Ten się śmieje, kto się śmieje z siebie.

Złośliwi mówią, że jeśli pamiętasz czasy w których na MTV były tylko teledyski, to jesteś już stary. W tym powiedzonku kryje się jednak więcej, niż ledwie powierzchowny prztyczek od pokolenia millenialsów. Zmiana formatu najpopularniejszej telewizji muzycznej to pokłosie zmiany form rozrywki, dostępu do niej i upodobań publiczności. Na naszych oczach dzieje się rewolucja za rewolucją.


Eks-teledyskowa telewizja nie zrezygnowała jednak z corocznego wręczania nagród za videoklipy i w odróżnieniu od innych kapituł - nie zwolniła także prowadzącego. Okazuje się jednak, że w tym roku wybór nie był najszczęśliwszy. Brytyjski dziennik podsumowuje wystąpienie Sebastiana Maniscalco słowami: „brak połączenia z publicznością”. To i tak dość delikatna recenzja, biorąc pod uwagę, że komik w swoim otwierającym wieczór monologu wyśmiał większość obecnych na sali.


Dobry humor jest doskonałą receptą na wprowadzenie dobrej atmosfery, a ironia jego bardziej wysublimowaną towarzyszką. Warunek jest tylko jeden: żart powinien bawić tego, kto go słucha, a nie wyłącznie opowiadającego. Umiejętność żartowania z siebie, własnych pomyłek i dystans to niezbędnik prowadzącego. Tak samo jak w dobrym teledysku niezbędne są szybkie samochody i taniec synchroniczny.


https://www.theguardian.com/culture/2019/aug/30/and-the-loser-is-when-award-show-hosts-tank-on-stage

Czytaj także na LinkedIn.

23 wyświetlenia