Raz, dwa, trzy, test!

Gdyby zapytać dziesięciu losowych osób o to, jaki atrybut kojarzy im się z pracą konferansjera, obstawiam że dominującą odpowiedzią będzie mikrofon. Urządzenie teoretycznie każdemu znane, w praktyce jednak nie tak oczywiste, na jakie wygląda.


Niedoświadczeni mówcy mikrofonu często się boją, a lęk ten manifestują trzymając go jak najdalej od twarzy - co nie prowadzi do niczego dobrego, bo wtedy ciężar odpowiedzialności spada na akustyka, który próbuje cokolwiek „wykręcić”, żeby mówcę było słychać. Na drugim biegunie są z kolei mówcy, którzy mikrofonem twarz zasłaniają, wskutek czego to fotograf męczy się, żeby złapać choć jedno ujęcie z widoczną twarzą. Jest jedna niesamowicie skuteczna metoda na to, żeby wszelkich tych zmartwień uniknąć - próba.


Jeśli przed wystąpieniem weźmie się mikrofon do ręki, sprawdzi jego działanie, znajdzie idealną pozycję, to nie dość, że przy okazji uda się rozładować trochę tremy związanej z byciem na scenie, to jeszcze oswoi się ten przedmiot - niezbędny do bycia słyszanym przez publiczność. I co ważne, próba pozwoli się przyzwyczaić do brzmienia swojego głosu, które w aparaturze nagłośnieniowej jest dla wielu zaskakująco obce. A nie chcielibyście chyba na scenie wystraszyć sami siebie.


Czytaj także na LinkedIn.

.

0 wyświetlenia