Aplauz! Teraz!

Zawsze uważałem, że dobry prowadzący jest po prostu przyjacielem publiczności. To znaczy: jest z nią szczery, nie przymila się, i traktuje ją z szacunkiem. Teoretycznie wydaje się to być proste. W praktyce, jest jak widać dużo pokus..


Spójrzmy na wideo, które obiegło kilka dni temu Twittera - przed wejściem na scenę premiera, prowadzący wiec stara się nauczyć publiczność skandowania. Wydaje się nie przejmować niskim entuzjazmem widowni, i wymyśla coraz nowsze argumenty, żeby publiczność zmobilizować. Szkoda tylko, że nie zadał sobie zasadniczego pytania: czy on, siedząc na krześle zrobiłby coś, co każe mu zrobić całkiem obcy, podejrzanie nakręcony człowiek. I nie ma nawet znaczenia fakt, że wydarzenia przedwyborcze kierują się nieco innymi prawami. Tendencja do zmuszania widowni do czegokolwiek, jest złą praktyką.


I owszem, czasami niewdzięczna praca prowadzącego wymaga od niego przekazania widowni czegoś, co niekoniecznie chciałaby ona w danym momencie usłyszeć, bądź zrobić. Ale na tym rzecz polega, żeby podać to w korzystnej formie. Jak? No cóż, szef kuchni często przyrządza wybitne spaghetti, ale przepis pozostaje tajemnicą...


Film do obejrzenia tutaj.

Czytaj także na LinkedIn.


0 wyświetlenia