Żart, pokora i refleks.

Pamiętacie szkolne akademie, na których recytowaliście pierwsze w życiu wiersze? Wrażenie miękkich nóg, suchość w gardle, ciemność przed oczami? Wielu z tych dziecinnych „ochotników” skutecznie zniechęcono do jakichkolwiek występów publicznych w dorosłości. Ale część udało się ocalić.


Stres związany z wyjściem na scenę rośnie proporcjonalnie z ilością oczu, które patrzą na mówiącego. Na telewizyjnym festiwalu, do oczu obecnych fizycznie należałoby doliczyć te wpatrzone w odbiorniki. Prowadząca miała więc prawo do drobnej pomyłki. Dzień wcześniej, inna prezenterka również nie ustrzegła się przejęzyczenia, ale wtedy jej sceniczny partner (bardzo nie po dżentelmeńsku) wykorzystał to jako okazję do wyśmiania jej. Ona z kolei odgryzła mu się publicznie, co też nie było zbyt eleganckie. Magda Mołek występowała solo, musiała więc sama szybko się zreflektować i zgrabnie wybrnęła z opresji.


Praca prowadzącego jakkolwiek odpowiedzialna, nie wiąże się z takim ryzykiem jak praca pilota samolotu. Ten drugi raczej nie skorzystałby na obróceniu swojej pomyłki w żart. A my, kapitanowie eventów, możemy czasem powiedzieć „Houston, mamy problem”, i nadal nie wyklucza to udanego lądowania.


https://viva.pl/ludzie/sesje-vivy/wpadka-magdy-molek-na-festiwalu-w-sopocie-obiecala-widzom-100-milionow-zlotych-120100-r1/


Czytaj także na LinkedIn.

0 wyświetlenia