Interakcja, czyli o granicach wygody i dobrej woli

Wiele osób boi się siadać w pierwszych rzędach, szczególnie podczas wydarzeń kabaretowych, gdyż to może potencjalnie oznaczać że ktoś ze sceny będzie od nich “czegoś” chciał. Jak zgrabnie włączyć publiczność w show, a czego lepiej nie robić – o tym dziś.

Po co wchodzić w interakcję?

W czasach immersji, sztucznej inteligencji i ogólnego postępu technologicznego to pytanie brzmi co najmniej naiwnie, ale trzeba zacząć od podstaw. Interakcja nie jest oczywistością w sztukach scenicznych. Ba, niekiedy jest dokładnie odwrotnie! Pojęcie “czwartej ściany” funkcjonuje do dziś w teatrze, i oznacza ni mniej ni więcej sytuację, w której aktorzy sobie a widownia sobie. Innymi słowy: cokolwiek dzieje się na widowni “niby” nie dociera na scenę, aktorzy mają więc zachowywać się tak, jakby nie słyszeli reakcji. Niejaką próbą odejścia od tej konwencji są “enesy”, czyli tekst mówione NS – Na Stronie. To te momenty spektaklu, kiedy aktor staje bliżej i mówi jakiś tekst, który nie ma wyraźnego adresata. Wiadomo więc, że mówi to po to, żeby widzowie wiedzieli coś, co nie padło w dialogu.

Dziś wielu dramaturgów konstruuje swoje teksty tak, aby umożliwiały interakcję z widownią. Dość powiedzieć o spektakularnym sukcesie sztuki “Szalone Nożyczki”, która w każdym teatrze w jakim jest grana staje się szybko przebojem. Jeśli jakimś cudem jej nie widzieliście: to sztuka w której o zakończeniu decyduje publiczność. Naturalnie aktorzy są przygotowani na kilka wariantów, a nie na zupełną improwizację. Widzowie dostają jednak każdego wieczoru spektakl, w którym to oni sami grają najważniejszą rolę.

Z perspektywy widza teatralnego jest to nie lada gratka – bo chociaż można chodzić co wieczór na ten sam spektakl i dostawać zawsze coś innego, to w tym przypadku jest to jeszcze element zaskoczenia. Tu docieramy do pierwszej cechy (i potencjalnej zalety) każdej interakcji: zaskoczenie. Rozbicie czwartej ściany, czy poza teatrem: schematu nadawca-odbiorca, zawsze budzi zdziwienie. Kiedy uczestniczymy w występie mówcy motywacyjnego, jesteśmy skupieni na słuchaniu. Jego zejście ze sceny i zadawanie pytań publiczności wybija nas trochę z tego skupienia, przez co jest orzeźwiające i ciekawe. Tu kolejna zaleta interakcji – wpływ na dynamikę wydarzenia.

Oczywistym powodem wchodzenia w interakcję jest ciekawość. Aktor/prezenter/prelegent chce się czegoś dowiedzieć, a wiedzę tę posiada publiczność. Weźmy na przykład konferencje medyczne, które z upodobaniem od wielu lat prowadzę. Kiedy wchodzę na scenę między panelami ekspertów, chciałbym nawiązać do tego o czym mówili. Wiem jednak z całą pewnością, że moja wiedza jest dużo mniejsza niż osób siedzących na sali. Wolę więc w takiej sytuacji zapytać o coś publiczność niż udawać, że wiem lepiej. Publiczność (jako całość, ale także indywidualnie) czuje się doceniona i zauważona, dynamika wydarzenia się zwiększa, a przez przełamanie niewidzialnej ściany jesteśmy po prostu bliżej.

Jak wchodzić w interakcje?

Skoro widzimy już jakie profity czekają na zerwanie, musimy teraz spojrzeć na sytuację z drugiej strony. Nieumiejętne wchodzenie w interakcje, zwane powszechnie “wyciąganiem do odpowiedzi” grozi dokładnie odwrotnymi skutkami: rozbiciem dynamiki, wprowadzeniem dyskomfortu i ogólnym pogorszeniem morale sali. Nie może być tak, że prelegent wymusza odpowiedź na konkretnej osobie z publiczności, bo sam czegoś nie chce powiedzieć. Kiedy masz mikrofon i występujesz, niejako “wywyższasz się” jak mawiał Zenon Laskowik. Musisz więc mieć coś do powiedzenia, ale też musisz mieć szacunek do odbiorcy. Próba wykorzystania tej przewagi i zmuszenia kogoś do interakcji wbrew jego woli jest przykładem bardzo niskiej gry.

Bywa jednak tak, że interakcja idzie opornie, szczególnie na początku wydarzenia. Mimo najszczerszych chęci prelegenta, na sali dominuje nieśmiałość. Czasem to kwestia dnia, czy zewnętrznych wydarzeń. Niekiedy jednak można sobie nieco pomóc, wykorzystując technikę znaną z lekcji pierwszej pomocy. Jeśli chcesz, aby ktoś Ci pomógł wskaż go konkretnie, a nie kieruj swe wołania do tłumu. Nie chodzi tutaj oczywiście o pokazywanie palcem, ale o wybranie osoby lub grupy osób, które poprosimy o chwilowy udział.

Wracamy tu do fenomenu pierwszego rzędu widzów opisanego na początku. Są osoby, które unikają siadania z przodu, ale są też takie które siadają tam specjalnie. Ich naturalna skłonność do aktywności i potrzeba bycia blisko sprawiają, że zajmują te miejsca. Nie oznacza to od razu zgłoszenia się do odpowiedzi, ale jest duża szansa, że jeśli te osoby o coś zapytamy – odpowiedzą.

Podstawą jest jednak dobrowolność takiej sytuacji. Przykład abstrakcyjny: prelegent chce ze sceny spytać o to, ilu osobom na sali bliska jest muzyka Paula Anki. Kątem oka widzi że pani w drugim rzędzie szeroko się uśmiecha słysząc nazwisko tego artysty. Jeśli chcemy taką osobę zaangażować, warto najpierw delikatnie podkreślić że widzieliśmy jej reakcję. To może ją ośmielić do szerszej wypowiedzi, ale może też ją zamknąć. W obu wypadkach należy to uszanować i iść dalej.

Pytania i tematy które “wrzucamy” publiczności nie powinny być kontrowersyjne, czy dzielące. Nie kierujemy mikrofonu do publiczności po to, by zaakcentować jednostki. Szukamy jej wspólnego głosu, czegoś co nas łączy. Celem interakcji nie jest zwrócenie uwagi na poszczególne osoby na widowni (chyba, że takie jest założenie, a tą osobą jest np. znany sportowiec który lubi takie interakcje), a potwierdzenie inkluzywności spotkania. Publiczność jest niejako zbiorowym uczestnikiem, reprezentowanym tymczasowo przez konkretne osoby.

Interakcja nie musi być werbalna – można poprosić o podniesienie rąk, klaśnięcie w nie, podniesienie się z krzesła. Wejście w interakcję może być zaplanowane, ale może też być zupełnie spontaniczne. Jeśli ktoś z widowni skomentuje naszą wypowiedź, możemy albo mu odpowiedzieć bezpośrednio, albo włączyć odpowiedź w nasze przemówienie. Udawanie, że nie słyszeliśmy nie jest dobrą opcją – bo słyszała to publiczność.

Wreszcie, w świecie technologii możemy wchodzić w interakcje z żywymi ludźmi za pośrednictwem ich smartfonów. Wszelkiego rodzaju aplikacje do quizów czy udzielania odpowiedzi na żywo umożliwiają “oddanie głosu” publiczności i skomentowanie tego, bez potrzeby wyrywania do odpowiedzi. Ma to swoją przewagę w przypadku dużych grup, czyniąc wydarzenie bardziej egalitarnym. Nieważne, gdzie usiądę – mogę zadać niewygodne pytanie z końca sali, albo podzielić się czymś anonimowo. Pewnym wariantem tego rozwiązania jest kostka do rzucania z wbudowanym mikrofonem, to jednak narzędzie do użycia na bardziej kameralnych eventach.

Kiedy wchodzić w interakcje?

Po opanowaniu kilku podstawowych zasad, które w dużej mierze stosuje się “na wyczucie” trzeba sobie jeszcze uświadomić, że interakcja jest potężnym narzędziem, które jednakże nie zastąpi merytorycznej treści. Wykład czy prezentacja nie może być oparta wyłącznie na tym, co zaproponuje widownia. Momentów, w których się do niej zwracamy nie może być także za dużo – grozi to dyskomfortem oglądających.

Dobrym benchmarkiem są iluzjoniści. Oni prawie zawsze wybierają do swoich sztuczek pomocników z widowni. W momencie ich szukania, czuć na sali wyraźne napięcie. Kiedy jednak dany delikwent wchodzi na scenę, w powietrzu pojawia się ulga. Przez parę minut możemy tylko oglądać, do następnego momentu castingu. Warto także zwrócić uwagę, że magicy zawsze doceniają swoich pomocników i proszą o brawa dla nich. To samo zawsze należy zrobić wchodząc w interakcje z publicznością: podziękować. Ostatecznie robią Ci uprzejmość, że uczestniczą w Twoim show, nawet jeśli to sprawia że oni także bawią się lepiej.

Iluzjoniści w swoich show czasem lekko ośmieszają ochotników – ku uciesze widowni. Poza tym kontekstem absolutnie nie wolno nam tego robić. Zapraszanie na scenę, czy do wypowiedzi osoby tylko po to, żeby ją skrytykować jest zaprzeczeniem sensu interakcji scenicznej. Można też ostrożnie założyć, że interakcja jest tym bezpieczniejsza im bardziej homogeniczna jest grupa gości wydarzenia – tu jednak mam na myśli potencjalnie kontrowersyjne wypowiedzi gości.

Mistrzynią w interakcji scenicznej w kategorii muzyki rozrykowej jest Agnieszka Chylińska. Na swoich koncertach często krzyczy: “zaśpiewaj ze mną”. TY! Kieruje swój przekaz do konkretnego odbiorcy. Prosi o współpracę każdą pojedynczą osobę. Sprawia przez to wrażenie bardzo bliskiej i troszczącej się o jakość doświadczeń, które dostarcza. Przez wszystkie jej wypowiedzi przebija jednak absolutny szacunek do odbiorcy, godny naśladowania w każdej sytuacji scenicznej.

Podsumowanie

Interakcja z widownią, dokonana z szacunkiem dla niej jako ogółu, ale także dla poszczególnych jej przedstawicieli może zrobić eventowi dużo dobrego. Nie udajemy, że widzów nie ma, albo że czegoś nie widzieli. Jesteśmy z nimi. Jeśli założeniem interakcji będzie gra zespołowa z widownią, jest duża szansa na win-win.

Krzysztof Łobodziński

Krzysztof Łobodziński

konferansjer, aktor, wokalista, prezenter radiowy. Członek Zarządu Stowarzyszenia Branży Eventowej. Wykładowca na Studium Event Management Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego.

Przeczytaj też:

Wręcz wspaniale

Każdy lubi dostawać prezenty czy nagrody. Wydaje się też, że każdy powinien lubić je wręczać – ale nie jestem pewien, czy to tak samo oczywiste.

WIĘCEJ

Czy konferansjer jest niezbędny?

Poprzednie artykuły opisywały event z perspektywy konferansjera. Tym razem odwrócimy role i spojrzymy na samego konferansjera. Czy event mógłby się bez niego obyć? Oczywiście! Ale są

WIĘCEJ

Idziesz już?

Zapisz się na mój newsletter na LinkedIn.
Poznajmy się.